Uzależniony od ruchu

Środa pod znakiem roweru

        Miały być interwały, jednak stało się inaczej. Za namowami Michała wybraliśmy się na rowerową wycieczkę. Trasa miała wynosić ok. 50 km. Celem była wieża widokowa w Bujakowie.

         Wróciłem rowerkiem z pracy o 17, szybki obiad, węglowodany i czas było ruszać.
Spotkanie ustaliliśmy na Placu Wolności o 18. Szybki zakup baterii do lampy i można jechać :)

         Trasa całkiem przyjemna, aż do samego Bujakowa. Trochę podjazdów, ale do zniesienia :) Katastrofa, to podjazd już w samym parku, myślałem, że wypluję płuca, albo co gorsza pójdzie łańcuch, ale okazało się że szczęśliwie dobrnęliśmy do góry.
Ekipa składała się z Michała, Darka, Tomka, Grzesia, no i oczywiście mnie.

          Krótki postój na tarasie widokowym, z doskonałym widokiem na okolicę, kilka fotek i w drogę :)

Wprawdzie fotki trochę poruszone, ale zawsze coś ;)

Cała ekipa, od lewej Tomuś, Michał, Darek, Grześ

Uhahany ja 

Nasze rumaki ;) 

Widok z lunety - niestety nie wiem co to ;) 

Widok z lunety, prawdopodobnie Makoszowy ;) 

       Dalszym celem wycieczki miały być Łaziska i tamtejsza hałda, lub elektrownia. Ta część trasy miała już troszkę podjazdów, ale co było lepsze były też niesamowicie szybkie zjazdy. 

       W drodze powrotnej złapałem gumę. Próbowałem załatać, ale zniecierpliwiony Tomek podarował mi dętkę. Całą akcję skwitował stwierdzeniem wyprawy "Zawsze upier***, jak nie swój to czyjś" :) Szybki montaż i w dalszą drogę :) 

       Z większych strat to Grzesiowi wysiadło kolano, ale dzielnie sobie poradził dotrzymując mimo wszystko tempa wszystkim ;) 

        Do domu wróciliśmy koło 22, gdzie o dziwo czekała na mnie jeszcze Agnieszka, a nawet więcej ... zrobiła mi kolację ;)  

Aaaaa, zrobiłem to !!!

Tak moi drodzy, zrobiłem to, zapisałem się na V Bytomski Półmaraton. Zapisałem, zapłaciłem i czekam na zawody.

Co ciekawe nie popełniłem tego na 10 km, a na pełny dystans :) Jakiś diabeł mnie podkusił, ale  ja nie dam rady ? :)


Tak się oto chciałem Wam pochwalić z rana :)
A dziś kolejne interwały ;)

Przemóc lenistwo

Tak się właśnie okazało, że to przez lenistwo ostatnio nie biegałem. Wprawdzie brałem udział w zawodach, ale nie trenowałem wcale. Wmawiałem sobie, że to przez ból nóg, że nie mam czasu.

Nogi faktycznie bolały, jednak po wczorajszych interwałach jakby ich kondycja się poprawiła ;)

Tak, interwałach, zacząłem plan podstawowy w Endomondo i nawet mi się to spodobało, więc daadchodzę :)

Jak pokazuje powyższy przykład bieganie jednak uzależnia.

Jako, że to post o wszystkim i o niczym, więc pomarudzę trochę ;) Po ostatnich zawodach nabrałem chęci na więcej. 22.09.2013 V Półmaraton Bytomski. Startuję. Są 2 opcje 10 km, lub półmaraton. Zobaczę, jak pójdą przygotowania, postaram się wystartować w półmaratonie :)

Przede mną jeszcze w tym roku Mikołów, Rybnik - biegi na 10km ;), chyba złapałem bakcyla ;)




V bieg do Słońca - relacja

Sobota 24.08.2013 zgodnie z zapowiedziami minęła mi pod znakiem Chorzowskich zawodów czyli V Bieg do Słońca na 10 km.

        Biuro zawodów czynne od 8:00, więc powoli wybraliśmy się stałą ekipą w stronę Parku Śląskiego. Na miejscu byliśmy około godziny 8:40.
       Dojazd nie oznaczony wcale, dla osób, które nie znały okolic mógł pojawić się problem z trafieniem do celu.

Spacerek do biura zawodów - uiszczenie 10 zł opłaty wpisowej, pobranie numerka i wiooo ;)


Przypinamy numerek ;)

Numerki fot. Madzia

Szybka rozgrzewka ;) 


Rozgrzewka fot. Madzia

Słit focia z fotografem ;) 


Słit z fotografem fot. Madzia

I biegniemy ;) 

Start fot. Madzia


        Trasa dość ciężka i wymagająca. Kilka wysokich podbiegów, na które szczerze mówiąc nie byłem gotowy i mnie trochę wymęczyły. 90 % trasy asfaltowej, co akurat lubię ;) Dobrze oznaczona, fajnie zorganizowana ;) 
Trochę zgrzytów z prędkością wydawania wody, ale nie było tragedii ;) 

      Czas z którym ukończyłem atestowane 10 km, to 52:05, w połowie biegu 25:10, także jestem zadowolony. 100-na pozycja / 140 uczestników także na tym etapie mnie zadowala :) 


1-sze okrążenie fot. Madzia


Jeszcze słit focia z Tomaszkiem ;) (58 minut / 130 pozycja)

Po zawodach fot. Madzia
 I można odpocząć na chodniku :D

Laba fot. Madzia

PODSUMOWUJĄC:

Kolejne udane zawody,
kolejna dobrze spędzona sobota, k
kolejna życiówka.

Podziękowania dla Tomasza, za towarzystwo i gratulacje wytrwania ;) 
Podziękowania dla wiernej ekipy technicznej Agi i Madzi ;)  


Więcej zdjęć od krzysm71: TUTAJ

100 - ny wpis !!!

I stało się. Wybiło 100 wpisów.

Blog niedługo będzie miał rok.

           Przez ten rok wiele się w moim życiu zmieniło i nadal się zmienia. Na pewno stałem się szczuplejszy i mocniejszy psychicznie, nie tylko dzięki uprawianiu sportu, ale w głównej mierze właśnie dlatego.

           Udało mi się wystartować w pierwszych zawodach nim popełniłem 100 post :)
Cieszę się, że ktoś zagląda, cieszę się, że ludzie czytają, tylko brak komentarzy i dyskusji jest czasem demotywujący do pisania nowych notek :)

To tyle ze spraw organizacyjnych :)
Do zobaczeniu na szlaku :) 

IV Bieg Świerklaniecki - relacja

Biuro zawodów i rejestracja uczestników czynna 9:30 - 10:30.

8:00 
Start z Zabrza, pauza na Mikulczycach po drugą część mojej obsługi technicznej ;) 
Dojazd przyjemny, dość łatwy do znalezienia parking, czyli na starcie już jest dobrze :) 



9:30 
Biegnę do biura zawodów po numerek, spotykam tam przemiłe dziewczyny :) Jest dobrze :) 

Numerek

9:40 
Szybki spacerek po parku w ramach rozrywki, spacer po mini zoo, pierwsze łyki izotonika. 

9:50 
Montaż numerka przez moją osobistą obsługę techniczną ;) (niezastąpioną ;) )


Był też czas na szybki numerek :) 

Z kolegą Tomkiem jest raźniej ;) 


10:00 
Krótka rozgrzewka :) 

Rozgrzewka - czyli biegiem na siku ;) 


10:40 - 11:00 
I już stoimy na starcie i czekamy na nasz pierwszy w życiu bieg ;) 


Start

11:00 
I poszło, maszyna ruszyła ;) Powiem Wam, że dość emocjonujący moment, szybkie ustalenie tempa, pozycji i czas na zmaganie się z samym sobą. Trasa przyjemna, 90% leśne ścieżki. W sumie nie przygotowywałem się za bardzo, nie znam trasy, biegnę trochę zachowawczo. Nie jest źle, udaje mi się nawet wyprzedzać. Mnie też wyprzedzają, ale to nie istotne. Połowa pierwszego okrążenia jakaś fajna dziewczyna z aparatem dopinguje nas w środku lasu :) Więc gaaazu ;) Już kawałek, jeszcze moment, już widać zabudowania, więc znaczy to, że zaraz będzie koniec okrążenia ;) Dobiegam, słyszę doping moich dziewczyn ;) Błysk flashy, brawa ;) 

Pierwsze okrążenie
Nieco niewyraźny banan na twarz i można lecieć dalej ;) 
Punkt pojenia .... 

I tu się zatrzymam :) Ktoś kiedyś, gdzieś pisał, że picie z kubka w czasie biegu jest trudne ... nie wierzyłem, aż do biegu. Udało mi się lekko zanurzyć usta, po czym zwątpiłem i resztę wylałem sobie na głowę, co również pozytywnie poskutkowało ;) 
Początek lasu i biegniemy drugie okrążenie. Nieco spokojniej, wyprzedzam kilka osób, jest dobrze :) Okrążenie mija bez rewelacji, próbuję dogonić jednego z biegaczy z klubu "Pędziwiatr". Nie daję rady ;) Pod koniec leśnego odcinka wyprzedza mnie jeszcze jeden uczestnik w żółtej koszulce :) Cóż, ma siły, niech biegnie ;) Zabudowania, ludzie, taaak, kończy się okrążenie, kończy się bieg, więc sprint ;) Wyprzedziłem "Pędziwiatra", iiiiiii żółtą koszulkę również, ooo jakaż była Jego mina :D 

Ostatni sprint


I meeeta :) 


Udało się, ukończyłem nie byłem ostatni nie było wstydu ;) 

Zostało jeszcze poczekać na Tomka, kilka miejsc za mną ;) I razem możemy udać się do miejsca zakończenia zawodów :) Po drodze zrobiłem sobie jeszcze pomiar tkanki tłuszczowej, wyszło 19,5% na 20% dopuszczalnych, więc było dobrze. Niestety % był niższy z uwagi na pomiar po biegu, więc trzeba jeszcze poćwiczyć ;) 

Spoceni, zmęczeni, szczęśliwi

Na miejscu puchary dla zwycięzców i puchary dla 3-ech pierwszych kobiet. Pucharu niestety nie zdobyliśmy :D W sumie wina na szczęście też :D 

Puchary

Czas na koronację zwycięzców. Najlepszy czas 15:58 (rekord trasy 15:50). Rozdanie pucharów, losowanie nagród. Nie wylosowałem nic, ale Tomek z numerem 1 został wylosowany jako ostatni ;) Dostał model samochodu Syrena 105, z czego Jego syn Kajetan był niesamowicie zadowolony :). 

Pogawędki, odpoczynek i czas wracać ;) To był jednak dobry dzień :) 

Ukończyłem zawody na 114 miejscu ze 152 uczestników z czasem 25:50. Nie jest to może nie wiadomo jak wielki wyczyn, ale dla mnie to życiowy czas, pierwsze zawody e.c.t., więc proszę się ze mnie nie śmiać ;) 

Wynik

Dalsze plany ? Sobota 24.08.2013 V BIEG DO SŁOŃCA O PUCHAR PREZESA KATOWICKIEJ SPÓŁDZIELNI MIESZKANIOWEJ MISTRZOSTWA KB

Podsumowując: 
Rewelacyjnie spędzone przedpołudnie :) Nie jechałem po puchar, więc rozczarowania nie było :) Wiem już gdzie mam braki, co muszę poćwiczyć :) 
B.t.w. Chusta od Nessi o której wspomniałem kilka postów temu spisała się bardzo dobrze ;) 

Podziękowania dla mojej ekipy technicznej :) 

Szwagierki Madzi, która jest autorem fotek ;) 

Madzia

Oraz Agnieszki, która wspierała, wspiera i mam nadzieję, że będzie wspierać w dążeniu do celu ;) 
A na zawodach nosiła za mną graty i pilnowała, żebym się nie stracił :D (bez Niej nic by się nie udało ;) )

Agnieszka







Pierwsze zawody !!!

Trzymajcie kciuki za mnie. 18.08.2013 to ważna data otóż, IV Bieg Świerklaniecki.

Jak pisałem wcześniej to moje pierwsze zawody biegowe. Tylko 5 km, ale zawsze.
Zapowiada się ciekawie :)

Idę odpoczywać, do zobaczenia na szlaku !! :)

Bandamka - Chusta Termoaktywna Unisex - AB5 - test

       Wpadła mi w ręce chusta termoaktywna, lub jak kto woli Bandamka z Firmy Nessi. Otrzymałem ją w prezencie i w zamian na to postanowiłem podzielić się odczuciami z używania tego typu części odzieży.

Bandamka - Chusta Termoaktywna Unisex - AB5

Odczucia:
         Po odpakowaniu rzuciła mi się w oczy jej lekkość. Wykonana z bardzo przyjemnego materiału z mnóstwem dziurek, dzięki którym chusta ma oddychać.
          Po założeniu na głowę jest już tylko lepiej. Jest lekka, przyjemna w dotyku i faktycznie pozwala głowie oddychać

Bandamka - Chusta Termoaktywna Unisex - AB5

         Bardzo dobrze się dopasowuje i wygodnie wiąże. Nosząc ją ma się odczucie, jakbyśmy nie mieli nic na głowie. Dla mnie było to całkiem nowe odczucie, ponieważ do tej pory chusty i wszelkiego rodzaju okrycia głowy dość mocno mnie denerwowały. 

       Chusta ma mi służyć zarówno w lato do biegania, oraz pod kask na rowerze, oraz w zimę, zamiast czapki. Na tą chwilę przejechałem już w niej 100 km na rowerze i bardzo dobrze się sprawdziła. 

Bandamka - Chusta Termoaktywna Unisex - AB5

         Dzięki swojej lekkości i niewielkiej grubości pozwala na wygodne noszenie pod kaskiem. Nie wymaga regulowania kasku, jak w przypadku zwykłych chust. 

Bandamka - Chusta Termoaktywna Unisex - AB5

          Miałem okazję testować bandamkę podczas nocnej imprezy rowerowej, przy temperaturze 8 stopni. Bardzo ciekawe było to, że było mi dość ciepło w głowę. Równocześnie nie przeszkadzała mi, kiedy wchodziłem do pomieszczenia, gdzie było ciepło. Doskonale odprowadzała pot z powierzchni głowy pozostawiając ją suchą i świeżą. 


            W ostatni weekend przeszła test bojowy również na zawodach. IV Bieg Świerklaniecki na 5 km. Panująca temperatura (30 stopni) nie nastawiała optymistycznie. Bandamka sprawdziła się doskonale. 

Bandamka - Chusta Termoaktywna Unisex - AB5





Podsumowanie:
          Bandamka - Chusta Termoaktywna Unisex - AB5 -  to bardzo dobry wybór za rozsądną cenę. Opis na stronie producenta całkowicie oddaje jej praktyczność i użyteczność. Dodatkowy jej atut, to niska cena (poniżej 20 zł). 
          Polecam osobiście każdemu, kto w jakikolwiek sposób się rusza. Nada się i dla narciarzy, biegaczy, rowerzystów. Doskonale przyda się w wyprawach górskich, spacerach, oraz wszelkich innych aktywnościach, może za wyjątkiem basenu, ale to też będę w stanie dla Was sprawdzić, jeżeli będziecie chcieli. 



.

Lampa rowerowa M-Wave Apollon 1.3 - test

        Z okazji imprezy Night Biking postanowiłem zaopatrzyć się w nowe oświetlenie do przodu, ponieważ to, które mam aktualnie powodowało, że widać mnie, ale ja nic nie widziałem.
Wybrałem się więc do sklepu z zamiarem taniego i dobrego zakupu :)

        Po długim przeglądaniu oferty wcale nie taniego oświetlenia wybór padł na latarkę M-Wave Apollon 1.3. Postanowiłem wydać max 50 zł., co powiem szczerze nie było łatwe, bo oświetlenie wcale nie jest takie tanie. Wśród kolejnych lampek, które tylko widać udało mi się wyłuskać sprzęt, dzięki któremu w moim mniemaniu ja miałem widzieć więcej.

Pierwsze wrażenia:
         Ogólnie sprzęt przypominał dużo droższe latarki z bardziej renomowanych firm. W zestawie komplet baterii, które od razu poszły do śmietnika na rzecz baterii alkalicznych. Pierwsze wrażenie po rozpakowaniu było dobre. Całość wykonana solidnie, uchwyt dość masywny. Obudowa latarki metalowa. Z przodu spora soczewka pod którą jak pisał producent dioda Cree o mocy 1W.


M-Wave Apollon 1.3

M-Wave Apollon 1.3


        Po zakupieniu baterii i odpaleniu zostałem pozytywnie zaskoczony, bo światło było dość intensywne. Montaż całości do kierownicy dziecinnie prosty. Śruba na zawiasie, dzięki czemu nie potrzeba żadnych narzędzi. W zestawie dwie gumy w przypadku cieńszej kierownicy. Całość po zamontowaniu trzyma się mocno i  sprawia wrażenie solidnego zestawu.

M-Wave Apollon 1.3


        Nie jestem specjalistą od lamp, producent też zbyt nie chwali się parametrami, powiem jednak, że lampa jest wystarczająca przynajmniej jak dla mnie.
       Miałem okazję porównać świecenie jej do droższego odpowiednika i jasność jest podobna z tą tylko różnicą, że jej droższy odpowiednik ma przy tej samej jasności szersze kąty.
Na zdjęciu widać sposób w jaki świeci opisywana lampa.


M-Wave Apollon 1.3

Podsumowanie:
       Za tą ceną lampa jak najbardziej opłacalna. Co do energożerności, to lampa przejechała już 2 nocne imprezy rowerowe i jeszcze świeci. Ogólnie uważam, że M-Wave Apollon 1.3 to dobry zakup 



Bytomski Rajd Rowerowy

Tak jak obiecałem, zebrałem ekipę i wybraliśmy się do Bytomia na tamtejszy rajd nocny.
Jako, że mieszkam na trasie Zabrze - Bytom mogliśmy spotkać się u mnie pod domem, dzięki czemu miałem wygodniej. 
Udało mi się namówić do wyjazdu Darka, Damiana i Sylwka, bo wiadomo zawsze raźniej.

        Zbiórka na bytomskim rynku miała odbyć się o 21. Mieliśmy startować o 20, jednak trochę poślizgu było z uwagi na spóźnienia ;) Ale nic, wyruszyliśmy. Przed nami niecałe 10 km do Bytomia, więc bez tragedii. Jedyną przeszkodą było to, że do celu było cały czas pod górkę. W połowie drogi spotkaliśmy Damiana i w takiej ekipie dojechaliśmy 20:45 na Rynek

        Na miejscu zbiórki spotkaliśmy około 80 osobową ekipę, która była gotowa na przemierzanie Bytomia w poszukiwaniu nocnej przygody. 

Zbiórka na Rynku

        Przyznam szczerze, że początek imprezy nie wypadł zbyt obiecująco. Organizatorzy rozpoczęli od dzielenia całości na 15-to osobowe grupy, każda grupa miała przewodnika, odstępy między grupami 200 m. Wiadomo przepisy, organizacja, ale nie wyglądało to obiecująco. No nic, postanowiliśmy jednak spróbować. Okazało się, że grupy były tylko chwilowe w celu przejechania najbardziej ruchliwego odcinka. 10 minut później cała grupa została połączona i w tej konfiguracji pojechaliśmy dalej. 

        Trasa prowadziła w większości trasami leśnymi, polnymi i dróżkami osiedlowymi. Było sympatycznie, ciemno i przyjemnie. Zaczynało nam się coraz bardziej podobać :) 
Udało nam się nawet raz zgubić drogę w lesie, co było przyjemną odmianą :) 

Leśne jeźdżonko fot. Damian Łata

      W połowie drogi spotkała nas niespodzianka. Organizator wspominał na początku o ognisku z kiełbaskami, jednak nie wspomniał nic o tym gdzie, skąd kiełbaski i nie zdradził żadnych szczegółów. 
Ognisko czekało na nas w Dolomitach Sportowej Dolinie. Na miejscu spotkaliśmy smakowitą kiełbaskę gotową do upieczenia, gorącą herbatkę, chlebek, musztardę, keczup, czyli cały zestaw dla zgłodniałego rowerzysty :) 
Gorące ognisko i dużo kiełbasek ;)  fot. Damian Łata

Krótkie grzanie

Słit focia z Bratem fot. Damian Łata

         Godzina przerwy na jedzenie, picie, grzanie się przy ognisku i mogliśmy jechać dalej. 
Trasa dalej drogami głównie leśnymi. Nad wodą udało nam się obudzić wędkarzy, którzy wyskakiwali z aut w których spali :D. Wypadła oczywiście jedna guma w szosówce (aż dziwne, że dopiero po takim czasie :) )

Chłopaki walczą z łatkami fot. Damian Łata

Szybkie łatanie dętki i znowu byliśmy gotowi do drogi ;) 

Jeszcze tylko kilka kilometrów i byliśmy znowu na Rynku ;) Tutaj czas na szybkie fotki i w drogę do domu. W łóżku byłem o 4 rano ;) 


Od lewej: Damian, Darek, Ja, Sylwek


Podsumowanie: 
Trasa Rajdu:        ~40 km
Trasa całości:       ~60 km
Padniętych dętek:     2 szt. 
Temperatura:         ~8 stopni
Czas:                     20-4 rano

Impreza była rewelacyjna, mam nadzieję, że będzie więcej takich :) 
Było dużo ludzi, dużo kiełbachy, dużo kilometrów :) Były światła, odblaski, dobra zabawa ;) 

Ludzie bądźcie widoczni - takie przesłanie ode mnie :) 

Brat z lampami ;) fot. Damian a Łata

Dużo odblasków


Tyle na temat super wyprawy ;)

Plan na dalszą część długiego weekendu? Już w niedzielę IV bieg Świerklaniecki :) 
W przygotowaniu test lampy rowerowej za małe pieniążki, oraz test prezentu, jaki dostałem od jednej z firm sportowych :)

Buty sportowe z Lidla - test, wrażenia

        Zgodnie z tym, co obiecywałem jakiś czas temu nadeszła pora na pochwalenie się wrażeniami wynikającymi z zakupu butów sportowym z ulubionego przeze mnie sklepu Lidl.

       Oferta trafiła idealnie w moje potrzeby, ponieważ dzień przed nią udało mi się zamęczyć moje stare buciki, w których jeździłem na rowerze.

        Jak to bywa przy tego typu ofertach, w tego typu sklepach, składając wizytę o 18 można nie znaleźć za dużego wyboru. Jednak butki mnie zaskoczyły, ponieważ nawet znalazłem swój rozmiar (45), w obydwu dostępnych modelach.
       Wybór padł na model zielony. Model z elementami czerwonymi miał troszkę inny krój i wydawało mi się, że w połączeniu z moją wielką stopą powodował efekt szerokich palców.

Buty z Lidla 


Pierwsze wrażenie:
       Buty są niesamowicie lekkie i przewiewne. Podeszwa stwarza nieco dziwne wrażenie, ponieważ ma się uczucie, jak gdyby jej nie było. Uczucie nietypowe, ale całkiem przyjemne w codziennym użytkowaniu. Wspominając o podeszwie warto wspomnieć, że wykonana jest z materiału, który bardzo dobrze trzyma się podłoża, zarówno naturalnego, jak i sztucznego. Dobrze sprawuje się również w rowerowych pedałach.
       Stopa czuje się komfortowo, nic nie uwiera, nie obciera. Tkanina jest niezwykle miękka. Siateczki z tkaniny "mesh" zapewniają wentylację stopie, co w połączeniu z dobrymi skarpetkami daje niesamowite wrażenie i pozwala zachować świeżość stopy nawet w czasie długiego chodzenia, lub jeżdżenia na rowerze.
       Wspomniałem o tych dwóch dyscyplinach, ponieważ w moim odczuciu bieganie może być dość trudne. Podeszwa nie posiada żadnej amortyzacji, co w moim przypadku dyskwalifikuje tego typu but. Nie znaczy to oczywiście, że fani "biegania naturalnego" nie znajdą przyjemności w wykorzystaniu tego produktu do biegów.
        Wygląd i wykonanie bardzo estetyczne, przez co buty nadają się zarówno do sportu, jak również do chodzenia na codzień, pasują do większości typów ubioru.




Podsumowanie:
        W moim odczuciu to kolejny produkt, który będzie mi służył bardzo długo. Tak samo jak w przypadku innych artykułów zakupionych w Lidl-u tak i w tym przypadku niska cena nie oznacza niskiej jakości. Jeżeli już mowa o cenie, to kwota 55 zł. za tak wykonany i wygodny produkt jest ceną niewielką i wartą wydania.

Dodano 19.09.2013:
        Niestety buty nie wytrzymały trudności eksploatacji. Nie wiem, czy za mocno je eksploatowałem, czy trafiłem na kiepski egzemplarz, w każdym razie miesiąc po zakupie odkleiła się spora część podeszwy, przez co zmuszony byłem oddać je do sklepu. Plus taki, że Pani nie robiła problemów i po prostu je przyjęła i zwróciła pieniążki. Plus za to dla Lidla, ale niestety znowu nie mam butów ;)




Zimno się robi, a ja się dopiero rozkręcam

Sądząc po ochłodzeniu poranno - wieczornym można powiedzieć już ze spokojnym sumieniem, że idzie jesień. Dziś wychodząc z domu o godzinie 6:30 ubrałem bluzę z długim rękawem, ale 5 minut później musiałem już kurtkę założyć, bo ziiimno :)

Popołudnia w miarę ciepłe, ale już bez upałów, co mnie osobiście cieszy :)

         A co dziś ? Nocny Rajd Rowerowy w Bytomiu. Szykuje się, że będzie fajnie, zimno i przede wszystkim ciemno ;) Już niedługo będzie relacja z imprezy ;) b.t.w. będzie okazja, żeby sprawdzić jak sobie poradzą buty z Lidla.
         A propos zimna, to trzeba będzie powoli rozglądać się za jakimiś długimi spodniami do biegania i do rowerowania, bo moje spodenki 3/4 nie na długo starczą ;) Coś polecacie w miarę cenowego ? :)

Niedziela zapowiada się biegowo - IV Bieg Świerklaniecki, mój pierwszy bieg, może nic wielkiego, ale od czegoś trzeba zacząć !!
Poniedziałek z kolei jeżeli mi się uda spędzę pod znakiem Night Runner'w w Chorzowskim Parku, czas zacząć się integrować z innymi ruchliwymi ludzikami ;)

Szykuje się więc ciekawie i dość aktywnie ;)
Do zobaczenia na szlaku ;) 

Tak dla przypomnienia niedługo słów kilka o nowych bucikach, oraz słów kilka o nowym oświetleniu ;) 

Night Biking II - Katowice

No więc stało się, w końcu udało mi się wybrać na mój pierwszy w życiu Night Biking. 

Co to jest za impreza ? Więcej o imprezie, organizatorach e.c.t. można poczytać tutaj.

         Była to już druga edycja. Na pierwszą się nie wybrałem z uwagi na deszczową pogodę, czego potem bardzo mocno żałowałem oglądając zdjęcia.
Edycja sierpniowa zapowiadała się bardzo obiecująco nie tylko dlatego, że jako moja pierwsza, ale również dlatego, że prognozy pogody były bardzo obiecujące :)

        Wyjazd zaplanowaliśmy na godzinę 18 z Placu Wolności. Było nas 3-ech ... Ja, Skud, Darek. Mieliśmy się stawić na 20:20 na Muchowcu na samym początku trasy rolkowej. Pogoda zgodnie z prognozami sprzyjała nam nawet bardzo.
       W przeciwieństwie do ostatniej wyprawy na Katowicką Masę Krytyczną, tym razem trasa, którą prowadził nas Tomek nie umęczyła nas tak mocno podjazdami. Było na tyle przyjemnie, że już o 19:15 zameldowaliśmy się na miejscu zbiórki :)
       Poznaliśmy pierwszych uczestników, pogadaliśmy, zjedliśmy pierwsze kanapki, wpisaliśmy się na listy obecności. Impreza miała ruszyć o 21, jednak była taka ilość ludzi, że wpisywanie się przedłużyło przez co całość ruszyła przed 22 :) Oficjalnie na listę wpisało się 201 osób, jednak było nas chyba więcej, nie wszyscy byli chętni chwalić się, że są ;) A zresztą oceńcie sami ;)

Photo by Śląskie AR

Photo by Śląskie AR


Fotka zrobiona gdzieś na Skate Parku w okolicy 3-ech Stawów, w oczekiwaniu na załatanie dętki. Kilka osób już się wykruszyło, kilka łatało dętkę, więc był to prawie komplet.
Zdjęcie zrobione około 2 nad ranem ;)
Photo by Śląskie AR










 Zdjęcie uczestników na samym końcu przejazdu, już na hałdzie ;) Część już pojechała do domu, ale i tak było nas dużo ;)








        Całego przejazdu opisywał nie będę, bo byłby to sposób na skuteczne zanudzenie czytelników ;) Powiem tylko tyle, że przejazd prowadził częściowo ścieżkami leśnymi, gdzie były kilka fajnych, emocjonujących zjazdów. Znalazły się też odcinki asfaltowe.
        Impreza byłaby słaba, gdybyśmy nie zrobili trochę zamieszania ;) Obowiązkowo była Mariacka, Rondo, oraz tunel pod dworcem, nawet 3 razy, ku uciesze ludzi, bo było tam w miarę ciepło ;) Około 2 rano pauza w Silesia City Center i wjazd rowerami na pasaż, z kolei ta akcja ku przerażeniu ochrony ;) Ale obyło się bez kwasów ;) Wjechali, zeszli z rowerów, wyszli ;) Wszyscy łącznie z ochroną uśmiechnięci ;)

Finał akcji odbył się na hałdzie Murckowskiej.

Photo by Śląskie AR

Widok wschodu Słońca we mgle niesamowity:

Photo by Śląskie AR




      Był szampan, były zdjęcia, prezenty, były brawa ;) Reakcja ludzi na naszą dość liczną grupę fenomenalna, krzyki, bicie braw, pozdrawianie, a nawet częstowanie alkoholem :D
     Tempo momentami spore, ale do zniesienia. Wolniejsi mieli szansę dołączyć, kiedy grupa jadąca szybciej czekała ;)

Jak dla mnie rewelacja :)

       Trasa przejazdu niestety nie jest moim logiem. Połączenie Android + Endomondo nie dało rady tyle godzin, będę chyba musiał wrócić do zestawu E72 + Sports-Tracker :), ewentualnie zainwestować w jakiś system ładowania na rower ;)

Podsumowanie: 
Temperatura:                     najniższa ~10 stopni
Przejechane:                      65 km + dojazdy = ~130 km,
Maksymalna prędkość:       57 km/h (trasa rolkowa)
Czas:                                17:00 - 8:00 :)
Gleby uczestników:            2,5 szt.
Uszkodzonych łańcuchów: 5 szt.
Przebitych dętek:               3 szt.
Zgubionych rzeczy:            1 licznik rowerowy gdzieś na Giszowcu
Inne:                                 dzwon w zderzak samochodu (niegroźny) :)

Trasa - Night Biking II
Film z przejazdu zmontowany przez jednego z uczestników ;)



Co zapamiętam ?
Niesamowity klimat nocnego jeżdżenia po lesie. 
Niesamowity widok tylu lampek rowerowych :) 
Fajne dziewczyny ;) 
Przejazd przez SCC


         Ogólnie wróciłem do domu brudny, zmęczony, głodny, zmarznięty, ale szczęśliwy ;) Wstąpiłem jeszcze po drodze do piekarni, żeby wkupić się ciastkiem w łaski Agnieszki za moje nocne szwędactwo ;) 

Na koniec kilka zdjęć jak wyglądałem po powrocie do domu ;) Za to też musiałem się wkupić :P Nie ma co ukrywać, że trochę nabrudziłem :D







 Buty po tym wyjeździe powoli zakończyły żywota :) Były ze mną 4 sezony. Służyły mi do biegania w jego początkowych fazach, do chodzenia ogólnego, by w końcu stać się butami rowerowymi ;) Przechodzą powoli w stan spoczynku, a ich miejsce zajmują buciki z Lidla ;) Ale o tym w następnych wpisach ;)

B.t.w. pompka też dokończyła żywota ;) Nie chce mi ktoś nowej sprezentować  ? :P












Jako, że Endomondo mnie zawiodło zrobiłem fotkę licznika na dowód, że nie kłamię :D








Przez całą imprezę towarzyszyła mi nowa lampka, ale o tym też za jakiś czas ;) Na razie powiem tyle, że byłem zaskoczony ;)




Na koniec serdeczne podziękowania dla wszystkich uczestników, organizatorów i wszystkich, którzy przyczynili się do tak udanej imprezy i bezpiecznego przejazdu ;) 
Podziękowania również dla Śląskie AR za udostępnienie zdjęć z imprezy :) 

Pozdrawiam i do zobaczenia na szlaku ;)