Miały być interwały, jednak stało się inaczej. Za namowami Michała wybraliśmy się na rowerową wycieczkę. Trasa miała wynosić ok. 50 km. Celem była wieża widokowa w Bujakowie.
Wróciłem rowerkiem z pracy o 17, szybki obiad, węglowodany i czas było ruszać.
Spotkanie ustaliliśmy na Placu Wolności o 18. Szybki zakup baterii do lampy i można jechać :)
Trasa całkiem przyjemna, aż do samego Bujakowa. Trochę podjazdów, ale do zniesienia :) Katastrofa, to podjazd już w samym parku, myślałem, że wypluję płuca, albo co gorsza pójdzie łańcuch, ale okazało się że szczęśliwie dobrnęliśmy do góry.
Ekipa składała się z Michała, Darka, Tomka, Grzesia, no i oczywiście mnie.
Krótki postój na tarasie widokowym, z doskonałym widokiem na okolicę, kilka fotek i w drogę :)
Wprawdzie fotki trochę poruszone, ale zawsze coś ;)
Dalszym celem wycieczki miały być Łaziska i tamtejsza hałda, lub elektrownia. Ta część trasy miała już troszkę podjazdów, ale co było lepsze były też niesamowicie szybkie zjazdy.
Wróciłem rowerkiem z pracy o 17, szybki obiad, węglowodany i czas było ruszać.
Spotkanie ustaliliśmy na Placu Wolności o 18. Szybki zakup baterii do lampy i można jechać :)
Trasa całkiem przyjemna, aż do samego Bujakowa. Trochę podjazdów, ale do zniesienia :) Katastrofa, to podjazd już w samym parku, myślałem, że wypluję płuca, albo co gorsza pójdzie łańcuch, ale okazało się że szczęśliwie dobrnęliśmy do góry.
Ekipa składała się z Michała, Darka, Tomka, Grzesia, no i oczywiście mnie.
Krótki postój na tarasie widokowym, z doskonałym widokiem na okolicę, kilka fotek i w drogę :)
Wprawdzie fotki trochę poruszone, ale zawsze coś ;)
![]() |
| Cała ekipa, od lewej Tomuś, Michał, Darek, Grześ |
![]() |
| Uhahany ja |
![]() |
| Nasze rumaki ;) |
![]() |
| Widok z lunety - niestety nie wiem co to ;) |
![]() |
| Widok z lunety, prawdopodobnie Makoszowy ;) |
Dalszym celem wycieczki miały być Łaziska i tamtejsza hałda, lub elektrownia. Ta część trasy miała już troszkę podjazdów, ale co było lepsze były też niesamowicie szybkie zjazdy.
W drodze powrotnej złapałem gumę. Próbowałem załatać, ale zniecierpliwiony Tomek podarował mi dętkę. Całą akcję skwitował stwierdzeniem wyprawy "Zawsze upier***, jak nie swój to czyjś" :) Szybki montaż i w dalszą drogę :)
Z większych strat to Grzesiowi wysiadło kolano, ale dzielnie sobie poradził dotrzymując mimo wszystko tempa wszystkim ;)
Do domu wróciliśmy koło 22, gdzie o dziwo czekała na mnie jeszcze Agnieszka, a nawet więcej ... zrobiła mi kolację ;)

















































