Uzależniony od ruchu

Ciężka sztuka motywacji :)

Skąd ten tytuł ?

Ostatnio nie mam siły się motywować :) Nie chce mi się, zawsze coś ważniejszego do roboty. Zawsze jakaś wymówka. To za ciepło, to pada :)

Dziwne jest to, że problemem jest samo wyjście, bieg sprawia mi radość i nie przychodzi wcale trudno ;)

Wczoraj zmotywowałem się tym, że założyłem słuchawki i dla odmiany biegałem z muzyką ;)

Nic, będę chyba musiał kupić sobie jaką nową część garderoby, bo wtedy chce się biegać ;)

A tymczasem dziś rolkowo ;)

a Wy ? Jak się motywujecie do biegania ? :)


Wakacje 2013 ciąg dalszy

Wakacje to też spontaniczne wycieczki.
Jedną z takich spontanicznych wycieczek była wyprawa do Wesołego Miasteczka. 
Posiadaliśmy jedno darmowe zaproszenie wygrane na Bytomskiej Grze Miejskiej, tak więc wstęp kosztował nas tylko jedną wejściówkę. 
          Na miejscu byliśmy w okolicach godziny 10:30 ;) Spotkaliśmy duuużą kolejkę do kasy. Na szczęście kolejka szła bardzo szybko, więc oczekiwanie skończyło się na 20 minutkach ;) 
Dostępne były praktycznie wszystkie atrakcje, więc było co robić ;) 

           Kolejki, jako, że wybraliśmy się we wtorek nie były jakoś strasznie duże ;) Najdłużej staliśmy godzinę do smoczej jamy, a reszta, to z reguły oczekiwanie jednej kolejki, a niektóre, te najbardziej ekstremalne, to wejście od razu, "z marszu" ;) 

W ciągu 8h zaliczyliśmy wszystkie atrakcje, niektóre nawet kilkukrotnie ;) 

Najbardziej godne uwagi jak dla mnie to : 

Circus Hoppala 





           Całość obraca się o 360 stopni, siedzonka dodatkowo jeszcze obracają się same w sobie ;) Przeciążenia niesamowite ;) Wrażenia nie do opisania ;) Najgorsze momenty, to zawisy przodem równolegle do ziemii i do góry nogami ;) Zakwasy miałem jak po siłowni ;) Na rękach miałem krwiaki od mocowań ;) 

Rock n Roll 



          Całość obraca się, każdy wagonik kręci się dookoła ;) Przeciążenia są tak niesamowite, że każdy nadmiar skóry na ciele się unosi ;) Rewelacja ;) 


Enterprise




          Zaczyna się od obracania w pozycji jak na pierwszym zdjęciu, następnie całość wstaje do pionu. Najlepsza zabawa polega na tym, że wagonik nie posiada pasów ;) To, czym jesteśmy przytrzymywani to siła odśrodkowa ;) Świeeetna zabawa ;) 


Rollercoaster Tornado




       Tego chyba nie trzeba nikomu opisywać ;) Przeciążenia są tak duże, że czuć obciążenie na kręgosłupie ;) 

       Oczywiście jest mnóstwo innych atrakcji - zjazd do wody, samochodziki ;) no i oczywiście diabelski młyn z niesamowitymi widokami ;) 

Podsumowując
Wypad był rewelacyjny, wbrew temu, co mówią ludzie da się wybrać za nieduży koszt ;) Zabawa jest tak dobra, że po całym dniu zakwasy są jak po treningu na siłowni, a dawka adrenaliny wystarczy mi na następny rok ;) 

Szczerze polecam ;) 









Zakopane 2013 dzień 3-ci + powrót

         Dzień 3-ci miał upłynąć pod znakiem Kasprowego Wierchu. Oczywiście pieszo !! :)
Okazało się jednak, że byliśmy tak mocno wycieńczeni po wczorajszej wyprawie, że postanowiliśmy trochę lżejszym szlakiem ;)

Na cel trafiła trasa Gubałówka -> Kolej linowo - torowa -> Butowowy Wierch -> Kolej krzesełkowa. 

         Nie będąc nigdy na Gubałówce posiłkowaliśmy się tylko tym, co mówiła nam mapa. Według mapy trasa między Gubałówką a Butorowym to szlak niebieski, czyli butki wysokie.

        Udaliśmy się na stację pod Butorowym, aby pieszo dojść do Gubałówki. Zakupiliśmy sobie bilet łączony na opisywaną wyżej trasę i przeszliśmy do poczekalni ;)





Stacja fajna, kolejka przypomina trochę nowe pociągi - flirty ;)





 W środku na stojąco, ale na szczęście trasa dość krótka - przeżycie ciekawe ;)






Na górze oczywiście jak to duże dziecko musiałem wypróbować sanki grawitacyjne ;)
Zabawa ekstra, aczkolwiek na Górze Świętej Anny Sanki były szybsze i bardziej emocjonujące ;)




Wspominałem o niebieskim szlaku na Gubałówce ? Jakież było nasze zdziwienie, kiedy na górze zobaczyliśmy drugie Krupówki ;) No cóż ;) Niewiedza boli, byliśmy chyba jedynymi podróżnikami w trekach ;) Ale dobre drożdżówki z jabłkiem znaleźliśmy ;)





Piękny widok na "Śpiącego Rycerza" :)




I po około 40 minutach czas na zjazd na dół z Butorowego Wierchu ;)






 Brudne buciory - całkowicie nie mile widziane na Gubałówce ;)






          Jak już wspomniałem wyprawa miała obrać kierunek na Kasprowy. Nie zadowoleni słabą ilością kilometrów wybraliśmy się tam, gdzie planowaliśmy. Nie ukrywam, że chcieliśmy zobaczyć kolejkę do kolejki ;) 4h stania i 50 zł z kieszeni ;) hyhy, dziękuję, postoję ;)




        40 minut zajęło nam szukanie wejścia na szlak w stronę Kasprowego. Tragiczne oznaczenia i słaba informacja. Udało nam się znaleźć, jednak z uwagi na spory dystans dnia poprzedniego i późną godzinę odpuścilismy wyprawę na Kasprowy oddalony wg. tabliczek o 3h spaceru ;) No nic, będzie po co wrócić w przyszłym roku ;)

           Nasze zmęczone nogi poszły w stronę zielonego szlaku na Nosal. Jak się później okazało ten zielony szlak był dość ciężki i wymagający ;) Widok dość fajny, niestety sporo łapie się na zielony szlak i na górze było mnóstwo ludzi ...





         Powrót do domu, to gdzieś koło godziny 17, obiad - pizza Calzone "u Studniara" i błogie lenistwo do samego wieczora. Huśtawka, słoneczko, miłe pogawędki z Gospodarzami ;) 
Idealne zwieńczenie dnia. Sumarycznie ok 25 km z całego dnia :) 


            W nocy, kiedy Aga poszła już spać, niegrzeczny człowiek z ADHD postanowił pobawić się aparatem i długimi czasami naświetlania. Niestety nie posiadam jeszcze statywu, więc z parapetu ;) A efekty poniżej ;)



Sobota

          Czyli powrót do domku. Po pogawędce z Gospodarzem obraliśmy trasę Poronin -> Ząb -> Czerwienne -> Czarny Dunajec -> Jabłonki -> Zawoja -> Wadowice .... ;) Okazało się to strzałem w dziesiątkę ;) Zero korków, niesamowite widoki ;)











Zimny łokieć musi być ;) I to skupienie ;)



            Po obiadowych przydrożnych plackach po węgiersku Góralki muszą być ;) Zresztą towarzyszyły nam przez całą wyprawę ;) pyyycha ;) Polecam osobiście kokos i mleczny :) Pyszota ;)  Idealna regeneracja sił po wyprawie ;)




Posumowując wyprawę: 
Kilometry samochodem: 620
Kilometry na nogach: ok 80
Czas w górach: ok 24 h
Czas tworzenia wpisu: ok 2h


          Wyprawa bardzo udana. Polecam każdemu. W przyszłym roku ciąg dalszy. Nocleg już mamy idealny. Konieczny będzie zakup nowego plecaka, już upatrzony ;) do tego koniecznie nowe buty wysokie dla Agniechy, oraz 2 komplety kijów ;)

          A tak na marginesie: - ludzie, nie chodźcie w góry w japonkach, sandałach, klapkach, ani innym obuwiu plażowym, TOPR będzie miał mniej roboty ;) 

Pozdrawiamy ;)

Zakopane 2013 dzień drugi :)

Zgodnie z obietnicą nadszedł czas na kolejną część opisu wycieczki ;) Wycieczki, która na długo zostanie w głowie ;) Po której Morskie Oko nie robi już wrażenia ;)

            Dzień drugi zaczął się dla nas o 7 rano ;) Nieco zmęczeni wczorajszymi wędrówkami zjedliśmy śniadanie, zapakowaliśmy plecak i wybraliśmy się na parking Morskiego Oka. Tam odstaliśmy 20 minut w kolejce, zapłaciliśmy 20 zł i byliśmy gotowi do wyprawy. I znowu zdziwienie, spotkaliśmy nasze znajome z Gęsiej Szyi !! :) W miłym towarzystwie dotarliśmy aż do Wodogrzmotów Mickiewicza ;)



          Szybka foteczka wszystkich Pań i nadszedł czas na rozdzielenie się. Każdy swoim tempem poszedł dalej ;)




         Trasa prowadziła szlakiem zielonym, następnie niebieskim, by doprowadzić nas nad Morskie Oko




       Trasa prowadziła po dość kamienistej, aczkolwiek przyjemnej trasie ;)









         Krótka pauza na zamoczenie zmęczonych ciężkim butem stóp, oraz posilenie się ;)





     I zaczynają się niesamowite widoki ;)






        Niespodzianka, czyli zmiana sieci na Słowackie Orange ;)



       Wodospad Siklawica i test wodoszczelności butów - przeszły test pomyślnie ;)



        I to uczucie, kiedy taka moc za Tobą, a woda kapie Ci po plecach ;) Wygląda słabo - zobacz następne zdjęcie ;)









        Zmiana szlaku z zielonego na niebieski odbyła się przy schronisku w Dolinie 5 stawów. Miejsce niesamowite, jednak jak się potem okazało, było jeszcze piękniej. Co mnie zdziwiło ? Ceny, jak zwykle - woda 1,5 litra / 6 zł. Jednak kiedy poznałem sposób w jaki dostarczają wszystko do góry zmieniłem zdanie. 




        Lina - no właśnie - zwykła lina ;) Towar dowożony jest Quadami do tego momentu, w którym stoimy, a następnie liną widoczną na zdjęciu wszystko jest transportowane do tego małego schroniska widocznego na końcu liny ;) Wcale mnie już nie dziwiły ceny ;) 


Po wejściu w dolinę 5 stawów pierwszy przystanek to Wielki Staw Polski. Miejsce magiczne ;) 




        Następny przystanek to Przedni Staw Polski kawałek za schroniskiem PTTK. Widok niesamowity, woda nieskazitelnie czysta .... i zimna ;) Jako jedyny zdecydowałem się na zamoczenie nóg ;) Po wejściu wiedziałem dlaczego nie było chętnych .... woda była tak lodowata, że minuta stania i miałem białe z zimna stopy ;) Reeewelacja ;) 










       Krótki postój w schronisku, toaleta, uzupełnienie zapasów i w dalszą drogę, szlakiem niebieskim w stronę Morskiego Oka.








      Jeszcze w drodze zdjęcie na tle Przedniego Stawu Polskiego w Dolinie 5 stawów i można iść dalej




Jak to bywa w Tatrach - iść w górę ...






 .... i w górę ;)







       Na górze chwila przerwy i dobry uczynek. Para z Bydgoszczy chwilowo zmuszona była do postoju z uwagi na kolano Pani. Zabrali maść, ale nie zabrali opaski. Jako przygotowani zawsze na wszystko posiadaliśmy opaskę, podzieliliśmy się nią i dzięki uczynności miał nam kto zrobić zdjęcie na szczycie ;)

Świstowa Czuba 1763 m.n.p.m







       Dalej już było tylko w dół. Następny przystanek - Kępa 1683 m.n.p.m i widok już na Morskie Oko.





           Jak się okazało w trakcie spaceru wchodzenie było łatwiejsze niż schodzenie. Niebieski szlak faktycznie okazał się trudniejszy od zielonego ;)
Sama droga z Kępy do Morskiego Oka była dość męcząca i wymagająca. Ważne, że nie szliśmy sami, było wesoło ;)

           Podsumowując szlak - wejście do góry dość trudne, nie tyle technicznie, co kondycyjnie. Droga dość mocno kamienista, ale o to właśnie w górach chodzi. Widoki po prostu nieziemskie !!! ;) Bez wysokich butów bym się nie wybierał ;) Zrobione 43 km pieszo. Najmniej przyjemne okazało się podróżowanie piechotką asfaltem między Morskim Okiem, a parkingiem, jednak nie dało się tego uniknąć, siły już nie pozwalały na dreptanie szlakami ;) DO tego złapał nas lekki deszczyk, który szczerze mówiąc po tym wszystkim był dość przyjemny ;) 

Poniżej podsumowanie trasy ze Sports-Trackera.



            No i na koniec i zwieńczenie całości zdjęcie Morskiego Oka. Po całej trasie nie zrobiło już na nas takiego wrażenia, jakie robi zwykle ;) Jednak nie mogliśmy nie zaliczyć i tego punktu widokowego. Jak to we wszystkich miejscach łatwo dostępnych - mnóstwo ludzi, czyli miejscówka nie dla mnie ;)





Wracając zaczepiliśmy o Słowację, ale to tylko tak "na szybko" ;) 






Drogi mają na pewno lepsze niż my :D




 Góry mają równie piękne ;)






Następny trip na przyszły rok to Czarny Staw pod Rysami -> Rysy ;) 


Już niedługo 3-cia część opisu wyprawy w góry, czyli co wyszło z wyprawy na GubałówkęKasprowy Wierch i powrót do domku ;)